Obiadów na cały tydzień nie planuję jako siedmiu osobnych dań, tylko jako kilka baz, które można wykorzystać na dwa różne sposoby. Zaczynam od sprawdzenia lodówki, zamrażarki, produktów z krótkim terminem, kuponów w aplikacjach – bo to też jest ważne i serio nie ma potrzeby przepłacać za to samo bez kuponu, a dopiero potem wybieram 4-5 głównych obiadów. Pozostałe dni zostawiam na resztki albo szybką zmianę planu.
Jednego dnia piekę większą porcję mięsa i warzyw, drugiego wykorzystuję je w tortilli, makaronie lub zapiekance. Garnek sosu pomidorowego może stać się bazą do makaronu, pulpetów i zupy, a ugotowana kasza pasuje do obiadu oraz sałatki do pracy.
Plan układam według trwałości składników: najpierw ryby, sałaty i świeże zioła, później potrawy jednogarnkowe oraz produkty z zamrażarki. Nie przypisuję każdego dania sztywno do konkretnego dnia, bo wtedy jedna składnika zmiana rozbija cały tydzień.
Najpraktyczniejszy plan zawiera danie, bazę do ponownego wykorzystania i dzień awaryjny. Dzięki temu przygotowuję część pracy z wyprzedzeniem, ale nie jemy przez kilka dni dokładnie tego samego.